teleporady
Pod presją oczekiwań

Pod presją oczekiwań

Jak obecna sytuacja kryzysowa pozwala nam odkryć nowe oblicze nas samych…

W obliczu zacieśniającego się zniewolenia przez otaczający nas, wszechobecny lęk, pozwalam sobie na kilka refleksji związanych  z trudną, kryzysową sytuacją społeczną i uruchomieniem licznych mechanizmów obronnych  przez nią  wyzwalanych.

Kryzys związany z zagrożeniem zdrowia i życia weryfikuje wiedzę o sobie samym. Ujawniają się emocje, istnienia których nie byliśmy dotąd świadomi. Brak tolerancji dla takiego siebie, brak zgody na utratę kontroli, sprawstwa, zagrożenie zdrowia i życia, paraliżują także tych, którzy dotąd ochoczo nieśli pomoc służąc ochronie naszego zdrowia i życia. 

Jednym z uczuć odpowiedzialnych za ten stan jest towarzyszący nam od narodzin do śmierci lęk.  Często pełni on funkcje obronne uruchamiane przez sygnały płynące z mózgu przewidującego niebezpieczeństwo. Nie jest istotne, jak bardzo realne. Jego zadaniem jest przygotowanie nas do walki lub ucieczki i na stłumienie go w zasadzie nie ma większych szans. Odezwie się wkrótce ze zwiększoną siłą, wykorzystując najbliższą okazję do wyzwolenia. Świadomość lęku i gotowość konfrontacji z nim otwiera możliwość zbliżenia się do innych uczuć: złości i poczucia bezradności wobec zaistniałej sytuacji. Rozmowa o innych uczuciach w kontekście lęku pokazuje potrzebę bycia wysłuchanym, nawet jeśli nie znajdziemy na niego recepty. Relacja z drugim człowiekiem, rozmowa, aktywność – zarówno ta związana z odpoczynkiem, jak i z pracą, to skuteczne sposoby radzenia sobie z lękiem. Nie zawsze jednak musimy z nim walczyć. Lęk może być ważnym uczuciem konfrontującym nas z samym sobą. Z beznadziejnością, poczuciem osamotnienia wobec presji i oczekiwań. 

W obecnej sytuacji oczy społeczeństwa z wiadomych względów zwrócone są w stronę działań służb medycznych, chodzi przecież o nasze zdrowie i życie. Jak wpływa to na pracowników ochrony  zdrowia? W sytuacji, kiedy ktoś nas ocenia, nie istotne: dobrze,  czy źle, dochodzi do naruszenia poczucia własnej wartości i to nie tylko u osób o „stalowym” ego. Każdy człowiek ma potrzebę zaistnieć w najlepszej wersji siebie, a w zawodach związanych z pomocą medyczną jest to możliwe. Świadczenie pomocy czyni nas iluzorycznie silnymi, co motywuje do jeszcze większego wysiłku. Wyleczeni pacjenci, radość ich rodzin dostarczają gratyfikacji w postaci zadowolenia i przyjemnej satysfakcji, co motywuje nas do dalszej pracy. Budujemy obraz samego siebie w oparciu o to, jak realizujemy potrzeby innych ludzi… Wydawać by się mogło, że szkodliwa, demotywująca i naruszająca poczucie własnej wartości jest krytyka, ale tak to nie działa. Doskonałe opinie ze strony otoczenia, pacjentów i ich rodzin podnoszą poprzeczkę. Wszechobecność oceny, która zaczyna się bardzo wcześnie, w rodzinach, a potem kontynuuje w pracy, w mediach, czyni nas bezbronnymi. Odbieramy sobie zatem prawo do przeżywania ważnych emocji związanych z bezradnością, lękiem, utratą kontroli. Sparaliżowani presją czekającej nas oceny tracimy odporność. W pogoni za coraz lepszą wersją siebie zaczynamy źle znosić komplementy, wypieramy je i demaskujemy. Podziw i wiara w nasze umiejętności, zwłaszcza w sytuacji kryzysowej, kiedy nie mamy pomysłu na rozwiązanie- powoduje, że czujemy się jak oszuści i jedyne co przychodzi nam do głowy, to uciec. Od takiego siebie, od ludzi, od problemu, od pracy. Byle dalej, bo sytuacja, w której znaleźliśmy się wszyscy – standardowo- ochoczo niosący pomoc, uruchamia w nas mechanizmy obronne, o istnieniu których  nie mieliśmy pojęcia. Ucieczka rozwiąże  problem na chwilę. Napięcie jednak wróci ze zdwojoną siłą w postaci zawodu, poczucia winy i najbardziej niszczącego z uczuć- wstydu.  

Nie ma gotowych rozwiązań a sytuacja, w jakiej znaleźliśmy się dopiero dostarczy nam nowych doświadczeń i być może odpowie na pytanie o sens. Dlatego zanim damy się wciągnąć w wir  paniki, pozwólmy zadziałać temu, co najprostsze: relacji z drugim człowiekiem, która  pozwala każdego dnia doświadczać innego, unikatowego świata będącego indywidualnym, niepowtarzalnym wzorem utkanym z innych doświadczeń. Czego uczy taka relacja? Przede wszystkim uświadamia nam, że jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni. Nie ma pacjentów, w sytuacji, kiedy  nie ma lekarza i nie ma lekarza, jeśli nie ma pacjentów. Nie istnieje dzień bez nocy, dobro bez zła i światłość bez ciemności.   Doświadczanie drugiego człowieka uczy pokory i unikania protekcjonalnej pewności siebie. Tego, że nie ma gotowych rozwiązań. Jest dawanie uwagi i rzetelna praca nie tylko w kontekście wiedzy, ale również umiejętności bycia z drugim człowiekiem w trakcie trudnego czasu choroby. Czasu pełnego lęków, wątpliwości, pytań bez odpowiedzi, rozczarowania sobą i światem, konfrontacji z wszechobecną hipokryzją.

 Żeby nie kończyć zbędnym patosem, proponuję historię niosącą ze sobą przesłanie. Zwłaszcza teraz wydaje się ono być ważne i użyteczne.  

Był sobie kiedyś drwal, który zgłosił się do pracy przy wyrębie lasu. Ponieważ zarobek był dobry, postanowił przyłożyć się do powierzonych mu obowiązków. Pierwszego dnia ściął dwadzieścia drzew. Majster pogratulował mu, a drwal zachęcony sukcesem następnego dnia postanowił ściąć więcej. Wstał o świcie, kiedy wszyscy jeszcze spali i ruszył do lasu. Pomimo wysiłku, udało mu się ściąć piętnaście drzew.  Pomyślał, że chyba jest zmęczony i postanowił pójść wcześniej spać.  Wstał skoro świt z zamiarem pobicia swego rekordu, ale tym razem nie doszedł nawet do połowy. Następnego dnia udało mu się ściąć tylko siedem, potem cztery, a ostatniego dnia tylko jedno drzewo. Przerażony perspektywą wyrzucenia z pracy drwal rozważał, czy pójść do majstra, zapewniając, że pracował z całych sił i prosić jeszcze o szansę, czy po prostu uciec.  W końcu zdecydował, że porozmawia. Majster uważnie wysłuchał drwala, po czym zapytał:

- Kiedy ostatnio ostrzyłeś swój topór?

- Nie miałem czasu, byłem zajęty ścinaniem drzew…

Gdzieś w głębokiej piwnicy swoich pokoleniowych zasobów mamy narzędzia, o istnieniu których nie mamy pojęcia. Wystarczy je wydobyć, naostrzyć i przywrócić do życia.

 

                 Ewa Przygońska

Poradnia Psychologiczno- Pedagogiczna w Lubinie

"